Mikołów - portal miejski mojMikolow.pl

Wiadomości z Mikołowa

Bez mikołowskiej młodzieży Szklanej Galerii by nie było… Wywiad z Patrycją 'Nolcią' Długajczyk

  • Dodano: 2017-06-23 13:00, aktualizacja: 2017-06-23 21:32

 

Dziś o godzinie 18:00 nastąpi ponowne otwarcie kultowej dla Mikołowa Szklanej Galerii, której właścicielką jest zupełnie nietuzinkowa postać - Patrycja Długajczyk. W przeddzień imprezy Patrycja zaprosiła naszą redakcję do nowego lokalu, by opowiedzieć, jak doszło do przenosin, jak układa się współpraca z mikołowianami i o tym, czym Galeria ma stać się w przyszłości.

 

JOANNA ZEGARLICKA: Patrycjo, spotykamy się dziś w tym urokliwym miejscu, w bezpośrednim sąsiedztwie Miejskiego Domu Kultury, dosłownie kilka kroków od płyty mikołowskiego rynku. Kiedy rozmawiałyśmy kilka miesięcy temu o poszukiwaniu nowego lokalu dla kolekcji butelek, burmistrz Piechula miał plany udostępnienia Ci budynku po dawnym żłobku, w pobliżu Gimnazjum nr 1. Jak to się stało, że Galeria została przeniesiona tutaj?

PATRYCJA DŁUGAJCZYK: Burmistrz Piechula po dłuższym zastanowieniu stwierdził, że przeniesienie mojej kolekcji stosunkowo daleko od ścisłego centrum Mikołowa (mam na myśl rynek, który jest nie tylko atrakcją turystyczną, ale także jednoczy mieszkańców) będzie ze szkodą dla zbiorów. Lokal po dawnym Relaksie (potocznie nazywanym Hasiokiem) to jego zdaniem lepsze rozwiązanie, bo Szklana Galeria szczęśliwie kojarzona jest przez mieszkańców Mikołowa, ale też przyjezdnych z rynkiem. Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z jego opinią.

Cieszę się, że tu jestem, bo oprócz tego, że mam tu znacznie większą przestrzeń niż dotychczas to zakątek jest urokliwy, szczególnie latem. Było to też trochę wygodniejsze niż transport galerii kilkaset metrów dalej, gdyż całą kolekcję przeniosłam samodzielnie z jednego miejsca na drugie. Niestety, nie obyło się bez strat, bo poleciały dwie butelki, w tym jeden z cenniejszych okazów – Jack Daniels z 2007 roku, czego nie mogę odżałować. Dodatkowy plus tej sytuacji to fakt, że do mojego nowego lokalu jest bezpośrednie przejście z rynku i dzięki temu wszelkie wycieczki oprowadzane przez mikołowskich przewodników (szczególne ukłony dla Pana Mariusza Dmetreckiego) mogą zawitać do mnie i zobaczyć jedyną taką w kraju kolekcję butelek.

Zgodnie z zapowiedzią burmistrza, Galeria będzie miała tu swoją siedzibą do czasu remontu Miejskiego Domu Kultury, ja się jednak nie obrażam ani na ZGL, ani na Dyrektor MDK, która miała obawy przy udostępnianiu mi tego lokalu, który był w tragicznym stanie, kiedy tu weszliśmy. Gdyby nie mikołowska młodzież, która postanowiła mi pomóc w odgruzowaniu tego miejsca i nadaniu mu konkretnego wyglądu to przypuszczam, że spędziłabym na remoncie dodatkowe trzy miesiące. To ludzie dobrej woli współtworzą to miejsce i nadają mu klimat.

 

JZ: Mogłabyś przypomnieć nam historię związaną z otrzymaniem pierwszego lokalu na ul. Jana Pawła II? Jak to się stało, że burmistrz postanowił, że właśnie Tobie i Twoim zbiorom odda czasowo jedno z pomieszczeń w kamienicy blisko rynku?

PD: Burmistrz ogłosił na Facebooku informację, że zanim zostanie przeprowadzony generalny remont tych kamienic chciałby oddać na określony czas lokale na parterze do dyspozycji mieszkańców i jeśli znajdzie się interesująca czy nietypowa inicjatywa to chętnie da jej miejsce do rozwoju. Ja zbierałam butelki od blisko 3 lat, burmistrz wiedział wcześniej, że próbuję ustanowić rekord Guinnessa i pobić rekord Polski. Pan Tomasz Rogula pomagał mi wtedy ściągnąć pokaźną kolekcję butelek z mojej wycieczki rowerowej do Holandii, dzięki temu burmistrz pamiętał o mnie. Kiedy na Facebooku padł pomysł z lokalem blisko rynku to przyznam, że nie rzuciłam się na niego od razu tylko spokojnie odczekałam 2 tygodnie, by dać możliwość innym mieszkańcom wyjścia z ciekawą inicjatywą. Burmistrzowi mój pomysł spodobał się na tyle, że ten udało mi się wygrać nieformalny plebiscyt. W zeszłym tygodniu, 13 czerwca minął rok, odkąd funkcjonuje Szklana Galeria.

Ciekawe jest to, że mikołowianie praktycznie od razu zaczęli pomagać mi w powiększaniu kolekcji. Praktycznie dzień po otwarciu na parapetach lokalu zaczęły pojawiać się butelki i 95 proc. okazów trafiło na półki Galerii! Od samego początku moje zbiory budziły w mieszkańcach ciekawość, wiele osób myślało, że to sklep z alkoholami, albo nowa knajpa. Z czasem coraz większa liczba ludzi wiedziała o istnieniu Galerii, także dzięki portalom społecznościowym. Przez długi czas funkcjonowała skrzynka, do której codziennie trafiały puste butelki. Inicjatywa się przyjęła.

 

JZ: Dziś jest otwarcie, ostatecznie, gdyż miałaś problemy z przeniesieniem kolekcji, dokończeniem remontu, ale nareszcie Galeria będzie dostępna dla wszystkich w nowym miejscu. Planujesz coś wielkiego, czy będzie to raczej kameralne spotkanie sympatyków Galerii, znajomych i osób, które wspierają Cię w Twojej pasji?

PD: Niestety, przez przesunięcie terminu oficjalnego otwarcia z 10 czerwca na dziś zaplanowane atrakcje mi nie wypaliły. Mam jednak perełkę, która pozostanie niespodzianką do ostatniej chwili. Nie zdradzę, co to będzie, lecz wieczorem – mam nadzieję – zrobimy trochę hałasu i koloru w Mikołowie!

 

JZ: Jak wygląda współpraca z różnymi instytucjami i podmiotami w Mikołowie? Mam na myśli nie tylko Urząd Miasta i władze Mikołowa, ale przede wszystkim podmioty, które zajmują się promocją, kulturą i historią miasta, jak np. Miejska Placówka Muzealna, PTTK, czy Mikołowskie Towarzystwo Historyczne?

PD: Świetnie i mam nadzieję na zacieśnienie współpracy. Muzeum kontaktuje się ze mną, wypożyczyło mi dwie zabytkowe butelki do zbiorów, a ja w zamian przekażę im kilka rzeczy ze swojej kolekcji. Już tu, na nowym miejscu, ugościłam dwie, czy też trzy wycieczki oprowadzane przez osoby pracujące w MTH, MPM czy PTTK. Podczas ostatniego kursu przewodnickiego i spaceru fotograficznego miałam okazję poznać wielu ludzi zainteresowanych moimi zbiorami. Dodam, że gośćmi była u mnie również rowerowa załoga O’Rety. Co do samorządu – burmistrz i inni urzędnicy pomagali mi w przypadku problemów związanych z remontem i podłączeniem m.in. prądu. Nie jestem pozostawiona sama sobie, burmistrz pyta i zagląda, by sprawdzić postęp prac.

 

JZ: Cofnijmy się w czasie. Jak to się stało, że postanowiłaś zbierać butelki po alkoholach? Jest to dość nietypowa pasja, zwłaszcza, że kolekcjonujesz puste szklane opakowania, co wielu ludzi, którzy słyszą o Szklanej Galerii, wprawia w konsternację i pada pytanie – w jakim celu?

PD: Po prostu, by zrobić coś fajnego, zwariowanego i śmiesznego. Kiedy wpadłam na pomysł, by zbierać butelki konkretnie pod rekordy Guinnessa i Polski miałam ich w domu 160. Długo się zastanawiam, co mam z nimi zrobić, bo szkoda, by skończyły na śmietniku. Były to głównie butelki po winach. Zaczęłam się zastanawiać, po co je zbieram. Oglądając telewizję nagle mnie olśniło – rekord Guinnessa. Od razu sprawdziłam w Internecie, czy ktoś podziela moją pasję i okazało się, że jest zarejestrowany rekord Polski – 112 sztuk, a ja na starcie miałam ich znacznie więcej. Chciałabym do tego istniejącego rekordu dorzucić dwa zera i żeby było śmiesznej, w ogólnej liczbie musi być jakaś trzynastka. Minimum, jakie chcę osiągnąć to 11213 sztuk. Ile mam teraz? Mówiąc szczerze, to jeszcze nie wiem, nie liczyliśmy. Mam zamiar zrobić konkurs dla fanów Galerii na oszacowanie liczby butelek, które obecnie się w niej znajdują.

 

JZ: A jak zareagowała rodzina i znajomi na Twoją pasję?

PD: Znajomi wiedzą, że jestem pozytywnie zakręconym człowiekiem, więc taka pasja to dla nich nic dziwnego. Rodzina nie była zaskoczona, choć najbardziej obawiałam się reakcji mojej matki chrzestnej, której długo nie mówiłam, że coś takiego tworzę. Kiedy się już dowiedziała to pokiwała tylko porozumiewawczo głową i od niej samej dostałam cały zbiór fantastycznych, starych, zabytkowych butelek. Wszyscy mi kibicują i kombinują, by dostarczyć mi jakieś nowe okazy.

 

JZ: W jaki sposób pozyskujesz nowe butelki, pomijając pomoc rodziny, znajomych i mikołowian, którzy przynoszą je do Galerii?

PD: Szczerze? Chodzę po klubach, podjęłam współpracę z ZUK-iem, którego pracownicy są świetnymi ludźmi i zawsze o mnie pamiętają, zostawiają ciekawe butelki. Wymieniamy się w ten sposób, że ja przynoszę im butelki, których mam kilka czy kilkanaście sztuk na stanie, a oni oddają mi bardzo nietypowe okazy. Taka dziwna, ale bardzo miła segregacja odpadów szklanych [śmiech – przyp. red.].

 

JZ: Twoja Galeria funkcjonuje jako swoiste prywatne muzeum, jakich w Polsce jest wiele. Myślisz o tym, by w przyszłości zdobyć swój własny metraż, który nie będzie czasowo wypożyczany od UM, w którym stworzysz stałą wystawę swoich zbiorów, gdzie wstęp będzie biletowany?

PD: Oczywiście, rozważam stworzenie w przyszłości czegoś całkowicie mojego, ale na to potrzeba przede wszystkich dużych środków finansowych. To nie jest tak, że żyję chwilą, otrzymałam lokal od burmistrza, za co jestem bardzo wdzięczna, ale trzeba myśleć, co będzie dalej. Kolekcja stale się powiększa i będzie wymagać coraz większego metrażu, no i ma to do siebie, że nie można jej często przenosić z miejsca na miejsce, gdyż jest krucha. Myślałam o tym, by połączyć siły z mikołowskim muzeum. Może przy dobrej woli uda się wspólnie pisać przyszłą historię Szklanej Galerii.

W kwestii finansowej – tu nie chodzi o pieniądze, choć wiadomo, że Galeria jest trochę jak skarbonka, do której wiele pieniędzy musiałam włożyć. Chcę, by w Mikołowie było coś nietypowego, interesującego, co dodatkowo przyciągnie turystów. W tej chwili próbuję nawiązać kontakt z powstającym w Warszawie Muzeum Polskiej Wódki. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

 

JZ: Jak przyjęła się Szklana Galeria wśród mieszkańców Mikołowa? Przeżyłaś jakiś boom zainteresowania swoją kolekcją?

PD: W zeszłym roku miałam nieszczęśliwy wypadek, bo złamałam nogę na basenie i Galeria przez dłuższy czas była zamknięta. Kiedy odbywały się Dni Mikołowa to rzeczywiście czasem nie dało się zamknąć drzwi w dawnym lokalu, tak wiele osób chciało obejrzeć moje zbiory, zapytać o ich historię, rodzaje alkoholi, pochodzenie butelek itd. Ciężko powiedzieć, czy przychodzi do mnie więcej mieszkańców Mikołowa czy osób spoza miasta, wydaje mi się, że pół na pół. Zaglądają do mnie stali bywalcy, którzy chcą się dowiedzieć, co przybyło, a przy okazji przynieść nowe okazy. Przyjeżdżają do mnie goście z Niemiec, był także pan z Pacanowa, pojawiają się ludzie z Katowic, Rudy Śląskiej, kilka wycieczek rowerowych z całego województwa do mnie zawitało. Mam nadzieję ugościć członków O’Rety, którzy opowiedzą mikołowianom o swojej słynnej wyprawie rowerowej nad morze.

 

JZ: Postanowiłam zadać Ci pytanie, odpowiedź na które być może zaskoczy wielu czytelników – jak to jest, że osoba, która zbiera butelki głównie po alkoholach wysokoprocentowych, w dodatku pracująca w kultowym mikołowskim klubie Fraktal określa się jako przeciwniczka alkoholu? Zaprzeczasz w ten sposób pewnym stereotypom.

PD: Tak, usłyszałam kiedyś kilka niewybrednych opinii mówiących, że jestem alkoholiczką. Otóż nie – nie lubię alkoholu, sama nie piję i jestem przeciwnikiem picia. Butelki zaczęłam zbierać w trakcie pracy w nieistniejącym już dziś klubie bilardowym Mario i czas tam spędzony skutecznie obrzydził mi alkohol na długi czas, wtedy kompletnie przestałam pić. Przez ponad 8 lat w ogóle nie brałam alkoholu do ust, niezależnie od okazji. Do czasu otwarcia Galerii [śmiech – przyp. red.]. Teraz nie jestem już całkowitą abstynentką, zdarza się, że skosztuję, ale w ilościach dekoracyjnych. Nie potrzebuję procentów do tego, by dobrze się bawić i patrzeć na świat optymistycznie.

 

JZ: Pracujesz we Fraktalu, jesteś jednym z członków załogi. Jak koledzy podchodzą do Twojej pasji?

PD: Super, wszyscy są za, wszyscy mi kibicują. Na początku jedna z moich koleżanek myślała, że jestem bardzo poważna i stateczną panią, która ma jakiegoś dziwnego bzika. Dopiero po dłuższym czasie pracy i regularnym odkładaniu mi przez załogę kolejnych butelek Ola stwierdziła, że nie spodziewała się takiej pasji u mnie. Jeżeli chodzi o klientów to nie mogę narzekać, są bardzo pozytywnie nastawieni. Zdarza się co jakiś czas, że przychodzą do klubu z pustą butelką do moich zbiorów, albo podchodzą do baru i pytają, którą z kończących się butelek trzeba opróżnić, bym mogła ją zabrać ze sobą do Galerii. Raz miałam taką sytuację, że rozchorowałam się, nie było mnie w pracy, a później okazało się, że do klubu zawitał mikołowianin, który obecnie mieszka na drugim końcu Polski. Człowiek przyjechał specjalnie dla mnie i zostawił pełny karton ponad 30 unikalnych butelek.

 

JZ: Galeria, jeszcze w starym miejscu, funkcjonowała jako swego rodzaju alternatywne centrum kultury. Odbył się koncert, miałaś plany organizacji warsztatów. Czy w nowym większym lokalu wrócisz do tej koncepcji?

PD: Tak, tam nie było takiej możliwości ze względu na ograniczony metraż. Tutaj mam plany organizacji koncertów, stworzenia wystaw malarstwa czy fotografii dla amatorów, którzy nie mają szans pokazać swoich dzieł w dużych instytucjach kultury, a trzeba dać im szansę zaistnieć. Może uda się zorganizować warsztaty różnego rodzaju dla mieszkańców lub spotkania z ciekawymi osobami. Największe nadzieje wiążę z Centrum Krawczyka 21 i zespołami działającymi w tym projekcie. Chciałabym, żeby mogli pokazać się szerszej publiczności i zdobyć jeszcze więcej fanów. Wszystkie te inicjatywy będą darmowe.

 

JZ: Porozmawiajmy o Twojej kolekcji. Masz potężny zbiór butelek po różnego rodzaju winach, nalewkach, likierach, wódkach, whisky, osobny katalog browarniczy. Jaki jest najciekawszy eksponat w Galerii? Czy masz butelkę najbliższą Twojemu sercu?

PD: Najbardziej nietypowa rzecz to butelka, która pochodzi jeszcze sprzed II wojny światowej, ale nie byłam w stanie dojść do tego, co zawierała. Której byłoby mi najbardziej żal? Nie jestem w stanie wskazać jednej, bo wszystkie są mi drogie, choć pewnie cierpiałabym długo, gdyby coś się stało Pół Żartem, Pół Serio, bo to są flaszeczki, od których wszystko się zaczęło. Największy sentyment mam do metrowej butelki po weneckim winie z 1981 roku, którą dostałam od byłego sąsiada. Piękny okaz i związany z człowiekiem, którego bardzo lubię. Natomiast najbardziej żal mi Jacka Danielsa z 2007 roku i butelki po śliwowicy, której do dziś nie mogę odżałować. Dostałam ją od koleżanki z pracy, Doroty. Dlatego w nowym miejscu wyłożyłam podłogi dywanami i wykładzinami, żeby zminimalizować ryzyko straty eksponatów.

W tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które pomogły mi urządzić nową Szklaną Galerię, pomagały w remoncie, podarowały mi farby, meble, kwiaty, kanapy, oświetlenie, witryny ekspozycyjne. Dzięki temu udało nam się stworzyć tu naprawdę świetny klimat. Nie byłoby nowej Galerii, gdyby nie mikołowska młodzież, która z wielkim sercem przyszła do mnie i pomogła mi odgruzować to pomieszczenie, położyć nowe posadzki, naprawić instalację elektryczną i wiele innych rzeczy. Gdyby nie oni, nie poradziłabym sobie. To mikołowianie tworzą Szklaną Galerię, nie ma dla mnie ważniejszej rzeczy.

 

 

Bez mikołowskiej młodzieży Szklanej Galerii by nie było… Wywiad z Patrycją 'Nolcią' Długajczyk

Najnowsze informacje z Mikołowa w Twojej skrzynce e-mail

Dodanie e-maila do bazy prenumeratorów oznacza akceptację regulaminu »

Komentarze (1)    dodaj komentarz »

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Dodaj komentarz

powiadamiaj o odpowiedziach na komentarz.

dodaj mój adres do newslettera.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.